2011-01-13

Rava idli na śniadanie - pierwsze podejście

Idli - puchate placki ze sfermentowanej masy z ryżu i urad dal - jada się w południowych Indiach na śniadanie. Można je kupić na każdym ulicznym rogu. Kawałki ciepłych placków odrywa się i macza w sambarze, czatneju ze świeżego kokosa lub w zawiesistych sosach z roślin strączkowych. Nie mogę się doczekać, kiedy - zrobione w autentycznej piętrowej foremce - zaprezentuje je na swoim świetnym blogu Thiessa.
Wegański przepis na masę z ryżu i urad dal wymaga najpierw kilkugodzinnego moczenia masy przed jej zmieleniem. Potem należy zostawić ją na 10 h, by sfermentowała.
Istnieje także ekspresowa przaśna wersja, rava idli, z pszenicy, jogurtu i sody. Przepis zaczerpnęłam ze strony Show Me The Curry, gdzie możecie go w całości obejrzeć. Z braku specjalnej foremki wykorzystałam naczynka ceramiczne, które wstawiłam do kąpieli wodnej. Jak widać, pomimo posmarowania foremek olejem, masa szpetnie przywarła do dna - następnym razem wyłożę foremki papierem do pieczenia lub wykorzystam gładkie papilotki na mufinki i ugotuję masę na parze - to chyba najlepszy pomysł. Różnice w strukturze moich idli w porównaniu z oryginałem wynikają z tego, że w Indiach robi się idli z semoliny (rava flour) - grubo zmielonej mąki z pszenicy durum, ja zaś wykorzystałam zwykłą kaszę mannę z polskiej pszenicy. Moje placki są mniej jednorodne i bardziej porowate od oryginału.

Jeśli ktoś ma zbędną foremkę do idli, bardzo chętnie ją przygarnę ;)


Rava idli  według tego przepisu (z połowy podanych składników wyszło 14 sztuk)
2 szklanki kaszy manny, a najlepiej oryginalnej rava flour lub semoliny
2 łyżki oleju
1 łyżeczka czarnej gorczycy
szczypta asafetydy
1 łyżeczka chana dal (połówki ciecierzycy, do kupienia w indyjskich sklepach lub przez Internet)
1 łyżeczka urad dal (łuskane połówki białej, małej fasolki, do kupienia w indyjskich sklepach lub przez Internet)
1 czerwone suszone chili
1 łyżka orzechów nerkowca, pokrojonych na mniejsze kawałki
kilka liści curry (niestety, nie miałam)
1 szklanka jogurtu
1 szklanka wody
drobno posiekane zielone chili - zastąpiłam czerwonym
1 łyżeczka startego imbiru
1 łyżeczka soli
posiekane liście z kilku gałązek kolendry, plus - ewentualnie - kilka do dekoracji
2 łyżeczki sody oczyszczonej
ewentualnie kilka plasterków pomidora do dekoracji (u mnie bez pomidora, ale na filmie jest)
papier do wyłożenia foremek lub olej do wysmarowania, jeśli macie pewność, że idli nie będą przywierały

Na pół godziny przed przystąpieniem do robienia idli namoczcie chana dal i urad dal w gorącej wodzie.Wprawdzie autorki przepisu tego nie robią, jednak zabieg ten pozwala uniknąć połamania zębów ;) Po pół godzinie osączyć i dokładnie osuszyć papierowym ręcznikiem.
Na rozgrzany olej wsypywać w krótkich odstępach czasu:
gorczycę, asafetydę, chana dal, urad dal, przełamane suszone chili i nerkowce. Mieszać cały czas i smażyć, aż nerkowce lekko się przyrumienią. Wsypać kaszę i smażyć dalej, mieszając, aż kasza zacznie intensywnie pachnieć przyprawami. Zostawić do wystudzenia.
Foremki wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować olejem.
W garnku o szerokim dnie zagotować tyle wody, by sięgała mniej więcej do połowy foremek.
Jogurt wymieszać z chili, imbirem, solą, kolendrą i liśćmi curry (rzecz jasna, jeśli się nimi dysponuje).
Przestudzoną kaszę wymieszać z jogurtem z przyprawami, dodać wodę i jeszcze raz wszystko wymieszać. Gdy woda zagotuje się w garnku, dodać do kaszy sodę i wymieszać, po czym nakładać do każdej foremki 2 łyżeczki masy.
Foremki umieścić w garnku, garnek przykryć. Gotować do momentu, w którym włożony patyczek lub nóż będzie suchy. Gotowanie kaszy manny w kąpieli wodnej zajęło pięć minut, lecz w przepisach na idli z semoliny zaleca się 15 minut gotowania na parze. Idli nie można przegotować, bo będą suche.




Idli jeść ciepłe, pysznie smakują z prostym sosem pomidorowo-nerkowcowym wg przepisu z książki "660 curries" Raghavana Iyera:

2 łyżki oleju
1/2 szklanki drobno posiekanej cebuli
10 nieprażonych orzechów nerkowca
1/2 łyżeczki soli
2 czubate łyżki koncentratu pomidorowego
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki mielonego chili
1/2 łyżeczki garam masali

Na rozgrzanym oleju smażyć cebulę i orzechy przez 5-8 minut, aż się przyrumienią. Dodać sól, przecier pomidorowy, kurkumę, mielone chili i garam masalę. Smażyć, mieszając, 30 sekund. Wlać 1/2 szklanki wody i wymieszać, zbierając z dna rondla wszystkie przysmażone fragmenty. Zmiksować na całkiem gładką pastę, wlać kolejne 1/2 szklanki wody. Gotować dalszych kilka minut - do odparowania. Przełożyć do miseczki. Gotowe!
Ufff...

15 komentarzy:

  1. I jak w smaku? Warte zachodu? Ja nie jadlam, bo bylam w polnocnych indiach a tam chapati krolowaly.

    Bez foremek tez wyszly ladne. One chyba tak maja, ze przywieraja. Manjuli tez troche przywieraly.

    OdpowiedzUsuń
  2. Thiesso, warto! Wyszły mięciutkie, orzechowe i pachnące. Bardzo smakowały nawet mojemu mężowi, który nie przepada za takimi rzeczami, a kaszy manny w ogóle nie tyka :) Z rava idli zachodu nie ma dużo. Gdyby nie moczenie strączkowców, wyrobiłabym się w pół godziny (wliczając gotowanie). Jakiś ostry sos jest obowiązkowy. Bardzo jestem ciekawa, jak by wyszły z rava flour.

    OdpowiedzUsuń
  3. Opis wyglada jakby były bardzo skaplikowane do zrobienia ale skoro piszesz ze nie to Cie wierze :-)
    Wcześniej nie słyszałam o tych plackach ;-) bardzo fajnie się prezentują :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. naprawdę tylko 30 min?
    a może zgubiłaś gdzieś jedno zero ;)

    no dobra wierzę Ci, choć juz przy samym czytaniu przepisu się zmęczyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. toć to musiało smakowac niesamowicie! ja chcę trochę

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczne jest to zdjęcie placuszków na półmisku z Bolesławca (?). Naprawdę, nie robię sobie niewegańskich jaj. Wyglądają jak chmurki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rava flour to ja mam nawet made in India, urad dal mam natomiast tylko w lupinkach, wiec bede musiala zabawic sie w kopciuszka, zeby wyszlo wszystko tak jak trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  8. te krążki są przepiękne, ja usze tylko kupić papryczkę ostrą i obskubać trochę ciecierzycy , bo myślałam ,ze mam ciecierzycę a to fasolka mung w połówkach jest :P
    p.s zrobiłam pierogi z ziemniakami i grzybami jako uszka , łomatko i córko jakie to pyszne , mam zdjęcie ,ale jeszcze jako całość , zaraz podeślę na @
    zdjęcia po ugotowaniu nie mam bo się zrobiło za ciemno na zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  9. Foremki nie mam, ale zjeść bym zjadła :P

    OdpowiedzUsuń
  10. nie posiadam foremek...ale coś się wymyśli. bo przepis strasznie mi się podoba ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Edysiu, naprawdę, nie taki wilk straszny :) Wkrótce zamieszczę wersję wegańską, może wtedy się skusisz?

    Anuszko, to pomyśl, ile ja się namęczyłam przy wpisywaniu ;D

    Agatko, jestem pewna, że takiej miłośniczce kaszy jak Ty, bardzo by smakowały! Zachęcam Cię do samodzielnych prób :)

    Haniu, tak, to Bolesławiec. Indyjskich naczyń jeszcze się nie dorobiłam ;) Dziękuję!

    Thiesso, wyłuskanie urad dal to nie lada wyzwanie!
    Szary kolor idli też może być interesujący ;)

    Alu, zamiast ciecierzycy możesz użyć orzeszków ziemnych - efekt będzie podobny :) Odpisałam Ci:)

    Arven, Karmelitko, dziękuję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. a to dobrze wiedzieć , chyba jednak te orzeszki to prostszy sposób i nie omieszkam go wykorzystać

    OdpowiedzUsuń
  13. ja tam chętnie przygarnę kilka takich idlików ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. jakie czaderskie, widziałam je również u Thiessy, poproszę kawałek na jutrzejsze śniadanko :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Alciu, cieszę się, że Ci podpowiedziałam :)

    Poki - :)

    Wegetarinko, dziś na śniadanie serwuję khandvi. Mogą być? :)

    OdpowiedzUsuń