2010-07-22

Spaghetti nerkowese ;)

Nie jem mięsa i nie czuję potrzeby imitowania mięsnych dań w mojej kuchni (może za wyjątkiem kołdunów;) - nie o to przecież w wegetariańskim gotowaniu chodzi. Podobieństwo smaku spaghetti z sosem z nerkowców do spaghetti bolognese wyniknęło przypadkiem - nie szukałam wegańskiej alternatywy dla słynnego włoskiego dania. Orzechów nerkowca nie moczyłam, suche zmiksowałam  dość drobno w blenderze. Dwie łyżki orzechów zmieliłam jeszcze drobniej i posypałam nimi spaghetti już na talerzach. Takie drobno zmielone orzechy nerkowca smakują słodko i delikatnie, podobnie do parmezanu albo mleka w proszku. To danie to bardzo smaczne węglowodany stężone ;). Po takiej porcji można góry przenosić - albo rowery, gdy na ścieżce rowerowej napotyka się kładkę lub schody, jak ma to miejsce w wielu miejscach w Warszawie.
Spaghetti nerkowese dla 3 osób
80 g orzechów nerkowca, dodatkowo 2 łyżki orzechów do posypania
2 łyżki oleju
1 drobno posiekana duża cebula
2 drobno posiekane ząbki czosnku
dwa obrane ze skórki i pokrojone w kostkę pomidory
mały słoiczek przecieru pomidorowego
sól, cukier i pieprz do smaku
1 szklanka bulionu wegetariańskiego (może być z kostki)
posiekana natka pietruszki do posypania (na zdjęciu jej nie ma)
spaghetti
80 g orzechów nerkowca zmiksować dość drobno. 2 łyżki orzechów zmielić drobniutko.
Cebulę zeszklić na oleju, dodać czosnek, smażyć 2-3 minuty, a następnie wrzucić pomidory i smażyć jeszcze kilka minut. Dodać koncentrat pomidorowy i 80 g orzechów nerkowca. Wlać bulion, doprawić i gotować przez kilka minut. Spróbować, czy nie trzeba doprawić.
Ugotowane i odcedzone spaghetti wymieszać w garnku z sosem. Nałożyć porcje na talerze, posypać drobno zmielonymi orzechami, natką pietruszki i świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

Smacznego:)

28 komentarzy:

  1. nie no to brzmi naprawdę pysznie! ja chcę trochę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super pomysł z dodaniem orzechów. Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agaa, tak myślałam, że właśnie Tobie się spodoba :D Spaghetti już dawno nie ma, ale mogę rzucić proziakiem, bo nalepiłam dużo wczoraj, też dobre ;D
    Miło mi, Kasiu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Węglowodanom mówimy stanowcze tak :) Świetny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to dobrze, Haniu, że mnie motywujesz do spalania tych węglowodanów :) Inaczej mogłoby być źle;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaraz tam imitowanie mięsnych dań. Dla mnie to stosowanie sprawdzonych przepisów, nie rezygnowanie z tradycyjnych dań tylko dlatego, że odrzuca się pewne składniki.

    OdpowiedzUsuń
  7. ja namiętnie robię różne kotlety ,ale ja nie znam smaku mięsnych , bo nie jadłam , nie było takiej siły ,żeby we mnie kotleta w dzieciństwie wcisnąć :D
    A takie
    Spaghetti nerkowese to super się prezentuje i wiem ,ze mi posmakuje

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki, Korniku!

    Aniu, kto wie, może i ja kiedyś osiągnę ten etap, że zapragnę "śledzia" z kotletów sojowych. Na razie w ogóle nie ma ich w mojej diecie, ale rozumiem, że, szczególnie weganom, może brakować wielu tradycyjnych potraw i kotlety sojowe mogą być świetnym rozwiązaniem. Przy ogromnym bogactwie wegetariańskiej kuchni na razie nie czuję potrzeby zastępowania czegokolwiek granulatem sojowym, a jedyna podjęta dotąd próba (właśnie kołdunów) zakończyła się spektakularnym fiaskiem :) Za to bardzo mi się udały wegańskie "kołduny" z fasoli.

    OdpowiedzUsuń
  9. Alu, nawet w Słowniku języka polskiego jest napisane, że kotlety mogą być także z ziemniaków lub jaj, więc, przeciwnie do tego, czego można by się spodziewać, nie można już powiedzieć, że kotlet z definicji jest mięsny :D
    Ty to masz staż, dziewczyno :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że o pieczeniach i innych śledzikach to można na zawsze zapomnieć ale takie np. gołąbki to przecież głównie ryż, kapusta i pomidorowy sos więc łatwo je przerobić na wegetariańskie, albo Carbonara http://eating365.blogspot.com/2010/05/54-vegetarian-carbonara.html gdzie jedynym niepożądanym elementem jest boczuś. W "świecie" mają zresztą inne zamienniki niż soja -boca, quorn, http://thatvegetarianchick.blogspot.com/2010/07/quorn-chicken-fajitas.html

    OdpowiedzUsuń
  11. podoba mi się takie spaghetti. ja dziś mam wielką ochotę na wegańskie gołąbki z kaszą gryczaną;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Swietny przepis. Wyprobuje na pewno, bo makarony wege sa mi duzo blizsze niz jakiekolwiek inne. Poki co mielilam platki migdalowe i laczylam z pomidorami i bazylia w daniu makaornowym, wiec wierze, ze nerkowce tez pieknie pojda z makaronem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu, ale ja się z Tobą całkowicie zgadzam. Zdaje się, że to zdanie o nienaśaldowaniu dań mięsnych miało silniejszy wydźwięk niż bym sobie tego życzyła. Chodziło mi przede wszystkim o różną postać granulatu sojowego, którego po prostu nie lubię. Jak dotąd nie odczuwałam diety bezmięsnej w kategoriach wyrzeczeń, wręcz przeciwnie - chyba nigdy wcześniej moja kuchnia nie była tak zróżnicowana(a gotuję od dwudziestu lat). Może dlatego na razie nie widziałam potrzeby tworzenia wegetariańskich wersji dań mięsnych. Ale to, że ja czegoś nie robię, wcale nie znaczy, że przeszkadza mi, gdy robią to inni:) Gołąbków nie zaliczyłabym do dań mięsnych - ryż z mięsem to tyko jedna z wielu możliwości nadzienia, a w samej tylko kuchni polskiej funkcjonuje kilka regionalnych bezmięsnych odmian tej potrawy. Z carbonarą już gorzej, bo bez boczku to już nie będzie to samo i nie da się go niczym sensownym zastąpić.

    Panno Malwinno, gołąbki z kaszą gryczaną też bym z chęcią zjadła, ale dopiero jak temperatura obniży się o 10C :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, Karolino:) Płatki migdałowe z pomidorami i bazylią to świetny trop :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ha , te "kołduny" z fasoli to jak Królowo robisz?Pierogi uwielbiam i wkładam to co się da ,ale fasolo chyba jeszcze nie pchałam (przynajmniej teraz nie mogę sobie przypomnieć),a to pewnie wielki błąd

    p.s jutro będą pierogi z jagodami , bo sezon ucieknie ,a ja nie zdążę , a chce zdążyć :PPPP

    OdpowiedzUsuń
  16. Quino, wegetariańską "carbonarę" można zrobić z cukinią (sposób Anuszki :)). Wegańskiej "carbonary" już sobie nie wyobrażam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Alu, robiłaś z fasolą, robiłaś:
    http://kuchniaalicji.blogspot.com/2010/01/pierogi-z-fasola.html
    :DDD
    Co do kołdunów - robię tak jak te, które Ci podlinkowałam, tylko dodaję duuużo świeżego czosnku i duuużo majeranku. Są pyszne i nawet mój tata, który był bardzo sceptycznie nastawiony do wegańskich kołdunów, powiedział, że bardzo dobre i nawet podobnie smakują :)
    Alu, za tę królową to kiedyś dostaniesz ode mnie w ucho ;P

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiem, Haniu, jednak bez boczku to nie końca to.

    OdpowiedzUsuń
  19. super! jak dobrze, że istnieją blendery :D

    OdpowiedzUsuń
  20. no to nie-Królowo:DDD boję się dostać w ucho , skleroza jak nic , ale wpadka z tymi pierogami toć to nie dawno robione nawet :PPPP
    Skleroza to chyba się nazywa? Nie mam na myśli pierogów tylko moja pamięć :D
    a te ,,kołduny" też chętnie zrobię , mam nadzieję ,że nie zapomnę :PPP

    OdpowiedzUsuń
  21. Z tymi blenderami to święta prawda, Wegetarianko :D Siekając orzeszki nożem, można się wściec albo pochlastać :)

    Alu, gdybyś jadła mięso, radziłabym Ci ograniczyć spożycie tłuszczu ze względu na tę sklerozę ;P

    OdpowiedzUsuń
  22. Takiego spaghetti jeszcze nie widzialem !:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dzięki, Weganko! :)

    Cieszę się, Wegetarianizm, że i Ciebie można jeszcze czymś zaskoczyć ;D

    OdpowiedzUsuń
  24. orzechy nerkowca są cudne, moje ulubione
    podoba mi się to w jaki sposób komponujesz smaki i tworzysz pyszne dania

    OdpowiedzUsuń
  25. Spoko, spoko. Ja też tu nie bojowo polemizuje. Tym nie mniej swoje 5 groszy w kwestii imitowania dań mięsnych dorzucam. Widziałam gdzieś w necie sól nadającą smak boczku, że tak to nazwę. Całkowicie wegańska i ponoć skuteczna, polecana dla wegetarian, Żydów i innych stroniących od wieprzy. Tak więc można. Chociaż nie próbowałam i bardziej mnie kuszą te buraczane pierogi z postu powyżej.

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję, Asiejko :)

    Aniu, każde pięć groszy i każda polemika są tu mile widziane. Nie chciałam tylko, byś poczuła się zaatakowana moim wpisem. Sól o smaku boczku? Ciekawe.

    OdpowiedzUsuń