2010-06-19

Kukurydziane małaje z serem


Od czasu do czasu lubię się w kuchni po prostu zmęczyć - lepię wtedy furę pierogów, robię zawijańce drożdżowe z kilograma mąki lub wałkuję makaron w ilości, jaka wystarczyłaby dla pułku wojska. Czasem podejrzewam, że efekt końcowy nie będzie wart całego zachodu, ale przepis jest na tyle ciekawy, że mimo wszystko zakasuję rękawy, sprawdzam, czy mam potrzebne składniki, obsypuję wałek mąką i zapuszczam się na nieznane wody.
Tak było z tym przepisem. Od małajów zdecydowanie wolę zwykłe drożdżowe pierogi. Przypuszczałam, że tak będzie, ale musiałam to sprawdzić empirycznie. Praca z ciastem z przewagą mąki kukurydzianej nie należy do łatwych - ciasto jest bardzo delikatne, mało elastyczne i rwie się przy byle okazji. A efekt końcowy - zgodnie z przypuszczeniami: pierogi są smaczne, ale nic więcej, dlatego powtórki nie będzie.
Przepis pochodzi z wydanej w 1931 roku we Lwowie "Kuchni jarskiej" Jana Kazimierza Czarnoty.
Oddaję głos autorowi.


Z podobnych przepisów znajdziecie na moim blogu sójki mazowieckie oraz kapuśniaczki.

12 komentarzy:

  1. Ale źródło jakie! Są tam jakieś ciekawostki może? Ja z Ćwierciakiewiczowej lubię przepisy na buraczki i kapustę "higieniczne" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. następnym razem jak będziesz miała ochotę się zmęczyć to zapraszam do mnie ;)
    choć w sumie i bez tego zapraszam, ale z małajami lub pierożkami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo retro ten przepis. rok 1931 mówi sam za siebie.. pyszni wyglądają i fajną mają nazwę.

    OdpowiedzUsuń
  4. O Pani skąd masz taką książkę?
    Mi Babcia żadnej nie zostawiła :(
    Ale Ty masz tak jak moja Mama masz jak nie nalepi 150 pierogów to nie czuje że je w ogóle zrobiła!
    Sadystki :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś tak robiłam, teraz robię małe porcje :) Ale faktycznie satysfakcja już nie ta sama...

    OdpowiedzUsuń
  6. Olgo, ciekawostek w książce jest dużo, nadal stosuje się w niej miarę "półtrzecia", czyli dwa i pół. Kółka do wycinania nazywa się "ausztycherami". Rozczulają mnie komentarze do niektórych przepisów, na przykład, pod przepisem na omlet z kalafiora: "Zbytnio go jednak nie polecamy, gdyż nie jest nadzwyczajny..." :D

    Aga, na szczęście rzadko mnie to nachodzi, wolę się zmęczyć na rowerze ;)

    Asiejo, dzięki, ta nazwa pochodzi prawdopodobnie od mamałygi, czyli kaszy kukurydzianej, choć spotkałam też przepisy na małaje ziemniaczane.

    Poldku, mam kilkanaście książek sprzed pierwszej wojny światowej - najstarsza pochodzi z 1838 roku. To efekt wieloletniego szperania w antykwariatach i na różnych aukcjach. Teraz już mnie na to hobby nie stać - stare książki kulinarne stały się modne i coraz trudniej kupić je za rozsądną cenę :( Tak, 150 pierogów to odpowiednia ilość :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Isadoro, takie na przykład pierogi w małych ilościach są po prostu nieekonomiczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię; nie znoszę wałkować!
    Dlatego nie wypróbuję - choć przepis, bez wątpienia, ciekawy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy bym się na to nie porwała, wszelkiego rodzaju ciasta wałkowane na razie odkładam. To chyba nie jest moja najmocniejsza strona. Podziwiam Quino!:)
    A takie przepisy, do których już raczej nie wrócę też mam - pozostaje zawsze rozczarowanie,że w coś włożyło się masę pracy a efekt był taki bardzo średni.

    OdpowiedzUsuń
  10. ale fajna książka , super , super
    ciekawe czy były jej jakie repliki choć ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaytoon, a ja uwielbiam wałkować :)

    Haniu, buziaki!

    Lidku, do wałkowania zawsze można kogoś wykorzystać albo zatrudnić jakąś piekielną maszynę ;)

    Margot, akurat tej książki nie było reprintu po wojnie. Przed wojną zaś musiała cieszyć się dużym zainteresowaniem, gdyż było kilka wydań i od czasu do czasu można ją nadal upolować na Allegro.
    Za to tu jest zdigitalizowana przez Cyfrową Bibliotekę Narodową książka "Mały kucharz jarski" Marii Czarnowskiej. Szczególnie polecam wstęp ;-)
    http://www.polona.gov.pl/dlibra/results?action=SearchAction

    OdpowiedzUsuń