2011-01-25

Sajgonki jak w Loving Hut

W Warszawie działa pierwsza filia wegańskiej sieci Loving Hut.  Olga opisała u siebie menu, wspomniała także o kontrowersyjnej stronie działalności sieci. Na razie byliśmy w Loving Hut tylko raz, na sajgonkach. Usiedliśmy przy jedynym wolnym stoliku. Obsługa była przemiła, sajgonki dobre, a rotacja gości duża - cały czas panował ruch. Najlepsza zaś była świadomość, że wegetarianin - a tym bardziej weganin! - może zjeść tam dosłownie wszystko, bo nigdzie nie czai się żadna pułapka w postaci skwarków. W składzie namierzyłam tofu, makaron sojowy, grzyby mun i białą kapustę, którą w swojej wersji zastąpiłam pekińską. W domu udało mi się osiągnąć efekt bardzo zbliżony do oryginału, choć moje sajgonki wyszły bardziej aromatyczne.


Sajgonki jak w Loving Hut (porcja dla 3 osób)
20 dużych arkuszy papieru ryżowego
1 łyżeczka octu ryżowego
nadzienie:
małe opakowanie tzw. makaronu sojowego (100 g)
5 grzybów mun
kostka marynowanego tofu
pięć dużych liści kapusty pekińskiej
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka octu ryżowego
kilka kropli oleju z prażonego sezamu
1 łyżeczka startego imbiru
1 starty ząbek czosnku
olej do głębokiego smażenia
dodatkowo sos sojowy i sos słodko-kwaśny do podania


Grzyby zalać wrzątkiem na 0,5-1 h. Wykroić ostrym nożykiem zgrubiałe pozostałości nóżek, a grzyby pokroić w cienkie paski.
Makaron sojowy przygotować zgodnie z przepisem podanym na opakowaniu, po czym wystudzić i pokroić na mniejsze kawałki.
Tofu pokroić w słupki, kapustę pekińską w paski.
W niedużej miseczce wymieszać sos sojowy, olej sezamowy, 1 łyżeczkę octu ryżowego, imbir i czosnek.
Grzyby, makaron, tofu i kapustę wymieszać z sosem sojowym z przyprawami.
Do dużego garnka (na tyle dużego, by swobodnie mieścił się w nim płat ciasta ryżowego) wlać gorącą wodę i dodać łyżeczkę octu ryżowego. Dodatek octu sprawia, że płaty ryżowe lepiej się sklejają.
Przygotować ściereczkę kuchenną.
Pojedyncze płaty papieru ryżowego zanurzać w wodzie na 2-3 sekundy, po czym wyjmować na ściereczkę.
Gdy zrobią się elastyczne, u najbliższego brzegu każdego płatu nakładać po łyżce nadzienia i zawijać sajgonki jak gołąbki - to znaczy najpierw zawinąć od siebie, później dwa przeciwległe boki założyć jak kopertę, a następnie dokończyć zwijanie w kierunku od siebie. Zwijając, cały czas zwracać uwagę, by nadawać im ładny kształt - papier lekko naciągać i zgrabnie formować.
Postąpić w ten sam sposób ze wszystkimi płatami papieru ryżowego - surowe sajgonki układać na drewnianej deseczce.
Rozgrzać dobrze olej w woku - gdy wokół włożonego drewnianego patyczka zaczną ukazywać się bąbelki, olej ma odpowiednią temperaturę do smażenia.
Smażyć po 4 sztuki, aż się lekko przyrumienią. Odcedzać na papierowym ręczniku. Podawać z sosem sojowym i Waszymi ulubionymi azjatyckimi dodatkami.
Część sajgonek zrobiłam bez grzybów, gdyż mój syn ich nie lubi.

19 komentarzy:

  1. Wspaniale, że podałaś swój przepis na sajgonki. Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. to już wiem gdzie się wybierzemy na kolację w miłym towarzystwie :)

    jak ja lubię takie żarcie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chcę się do Loving Hut wybrać, więc cieszę się, że pojawiła się tutaj Twoja pozytywna rekomendacja :) A jeszcze bardziej cieszę się z kolejnego przepisu na farsz sajgonkowy, bo mam kilka swoich ulubionych ale koniecznie wypróbuję Twojego bo na pewno będzie pyszny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam sajgonki w LH - generalnie teraz to dla mnie taka weekendowa trasa - biobazar a potem LH (i już się nie chce nic więcej w sobotę robić ;)
    wyślę Ci zaraz zeskanowany artykuł z VegNews o LH wynika z tego ze to jednak bardzo kontrowersyjne ale jakie smaczne!!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. restauracji nie zazdroszczę ( no może ciut),ale tych sajgonek to tak i to bardzo , wiem ,ze można w domu ,ale się boję ,ze mis ie rozpadną w smażeniu

    OdpowiedzUsuń
  6. Haniu, ja też bardzo lubię :)

    Anuszko i Marto - miejsce jest sympatyczne, lecz ma fastfoodowo-barowy charakter. Świetnie nadaje się do przekąszenia czegoś między zajęciami, albo w czasie obiadowej przerwy, ale na kolację z przyjaciółmi już trochę mniej ;)

    Olgo, dziękuję za skan! Prawdę powiedziawszy, spodziewałam się takiej historii :)

    Alu, a dlaczego miałyby się rozpaść? Mam dwie lewe ręce, a nic mi się nie rozpada. Spróbuj do wody do moczenia papieru ryżowego dodać łyżeczkę octu i zwiń sajgonki dość ścisło, a na pewno Ci się uda:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Maria, dzięki, spróbuję z ta woda
    a zamiast mun mogą być shitake( bo chyba w Kauflandzie widziałam )? Czy boczniaki (te to świeżę)?

    OdpowiedzUsuń
  8. Alciu, pewnie, że mogą być, tylko bym je trochę podgotowała przed dodaniem do farszu.

    OdpowiedzUsuń
  9. chyba się ,,namówiłam ":P
    jak zrobię to dam znać jak się udały , bo że będą smaczne to wiem

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie używałam papieru ryżowego, a muszę przyznać, że wygląda bardzo efektownie! I już zaglądam także do Olgi poczytać..

    OdpowiedzUsuń
  11. mam grzyby mun :) jak je zobaczyłam to zapomniałam ,ze jeszcze kapusta pekińska jest potrzebna :D

    OdpowiedzUsuń
  12. no w sumie historia nie jest bardzo szokująca :)

    Atria: nic nie napisałam szczegółowo - jak chcesz to wyślij mi swój adres mailowy a prześlę Ci artykuł (na spaceage (@) gazeta .pl)

    OdpowiedzUsuń
  13. Alciu, widzisz, jaka jesteś podatna na autosugestię ;)

    Atrio, wypróbuj koniecznie, bo z efektownym wyglądem idzie w parze bardzo atrakcyjny smak :)

    Olgo, zapomniałam napisać, że masz bardzo fajną weekendową trasę :) Ja jeszcze na biobazar nie dotarłam, ale nieustająco się wybieram ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. dawno nie jadłam sajgonek, ach! może zarobię w weekend :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wyglądają i zapowiadają się wspaniale!:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Proszę mnie zabrać na tą kolację ze sobą!!
    :) Stanowczo się domagam atencji :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo smaczne sajgonki! :)) Robiłam je, bardzo dziękuję za przepis :)
    Pozdrawiam.
    Majana

    OdpowiedzUsuń
  18. pychotka, wczoraj robiłam ,a już dziś mi susza głowę coby je robić jeszcze raz

    OdpowiedzUsuń