Tofu prawie po segedyńsku i pogacze z fasolą
Przeglądając posty, których z jakichś względów nie opublikowałam na blogu (najczęściej chciałam coś dopisać, na co akurat nie miałam czasu, a później zapominałam, co to miało być), trafiłam na wpis sprzed trzech lat, poświęcony kuchni węgierskiej. Sam przepis na tofu po segedyńsku zamieściłam wtedy w Galerii Potraw. Cały wpis wydał mi się na tyle ciekawy, by zamieścić go dzisiaj: W wędrówce palcem po mapie Europy trafiłam do kraju, w którym jeszcze do niedawna wegetarianie raczej nie mieli łatwego życia. Jak się dziś sprawy mają - nie wiem. Czy kuchnia węgierska, zawiesista, pikantna i oparta na wieprzowym smalcu nadal stoi tradycyjnymi potrawami, czy też, idąc z duchem czasu, porzuciła sosy i zasmażkę? Z miesięcznego żywienia w węgierskiej pracowniczej stołówce pamiętam charakterystyczne połączenie mocnego smaku sproszkowanej papryki i kminku, oraz żelazny zestaw obiadowy: czerwoną paprykę z ziemniakami i sosem pomidorowym, odmienione na tysiąc różnych sposobów, z wyraźnym octowym ...