Proziaki to placki z Pokarpacia, wypiekane na patelni lub w piecu. Przypominałyby podpłomyki, gdyby nie fakt, że robi się je z kwaśnego mleka lub maślanki z dodatkiem sody. Placki można nadziewać - proziaki z kapustą to jeden z najpyszniejszych sposobów zagospodarowania młodej kapusty, jaki znam.
Dokładny przepis, składniki i proporcje znajdziecie tu, na łamach Nowej Gospodyni.
Do nadzienia wykorzystałam resztki młodej kapusty z koperkiem (kapustę trzeba bardzo dobrze odparować - musi być sucha, inaczej nadzienie wypłynie). Posiekałam 1,5 cebuli, zrumieniłam na oleju na patelni, dodałam do kapusty razem z kostką (200 g) twarogu. Doprawiłam dużą ilością świeżo zmielonego pieprzu i soli.
Ciasto najlepiej zrobić z mąki typu 650 (bardzo dobra do tego celu jest mąka babuni z Biedronki). Do ciasta dodałam kefir i śmietanę 18%. Było miękkie i elastyczne. Wałkowałam nieco grubiej niż na pierogi, wykrawałam duże kółka i na każde nakładałam po łyżeczce nadzienia kapuściano-serowego. Piekłam przez 20 minut w temperaturze 200 C na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pod koniec pieczenia spryskałam proziaki wodą, żeby ładniej się przyrumieniły.
Obłędnie pyszne. Wspaniale pasowałby do nich czerwony barszcz. Żałowałam, że nie pomyślałam o tym wcześniej.
Przy proziakach z Podkarpacia chowają się wszystkie dim sumy.
Przepis zaczerpnęłam z komputerowych archiwów Nowej Gospodyni: przepis na proziaki z kapustą.
2010-07-08
Proziaki z kapustą
Etykiety:
kapusta,
kuchnia polska,
kuchnia regionalna,
na ciepło,
na imprezę,
obiad,
pierogi,
twaróg
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

nie słyszałam o takich pysznościach :)
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc, Paulo, też dopiero całkiem niedawno dowiedziałam się o proziakach :)
OdpowiedzUsuńDzięki za ten przepis ! Uwielbiam takie dania :)
OdpowiedzUsuńBardzo proszę, Grażynko :)
OdpowiedzUsuńspecjalnie pojde po kapuste!
OdpowiedzUsuń:)
Sadystka bez krztyny litości! :-P
OdpowiedzUsuńno ładnie... a ja przeczytałam "prosiaki" :-))
OdpowiedzUsuńbardzo apetycznie się zapowiadają...
O, piękna też nazwa, nie mówiąc samych proziakach - zjadłabym od razu ... wiele. Czy można poprosić powtórkę za jakieś 12 dni?
OdpowiedzUsuńNie wiem czy to już ze mną coś nie tak, ale ja na przykład przeczytałam 'prozaki' :P
OdpowiedzUsuńA tu takie pyszności mi się skryły pod tymi prozakami...;)
Anuszko, myślę, że będziesz zachwycona smakiem. Masz jeszcze zapas twarogu?
OdpowiedzUsuńHaniu, człowiek zagospodarowuje resztki, a tu mu od sadystów ubliżają ;P
Myniolinko, Arven, nazwa jest rzeczywiście wdzięczna i można ją przekręcać na wiele różnych sposobów ;)
Lidko, pewnie, że można! Były tak pyszne, że zjedliśmy wszystkie od razu, a było kilkadziesiąt sztuk. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że były malutkie, a my byliśmy bardzo głodni ;)
O jest jeszcze coś w polskiej kuchni co potrafi mnie totalnie zaskoczyć!
OdpowiedzUsuńQuinoamatorko, ja bym chętnie te zagospodarowane resztki zagospodarowała :) Nie zostałby nawet jeden okruszek. Bardzo ekologicznie :)
OdpowiedzUsuńAniu, myślę, że polska kuchnia regionalna jest na tyle bogata, że może zaskakiwać przez całe życie :)
OdpowiedzUsuńHaniu, my właśnie w tym duchu podeszliśmy do sprawy - zagospodarowałam nawet resztki ciasta - usmażyłam je na patelni z kminkiem, rany, jakie to było dobre!
Twarog wyszedl :(
OdpowiedzUsuńbedziesz musiala zajac sie przemytem ;)
Takim przemytem zajmę się z ochotą ;)
OdpowiedzUsuńto ja sie wpraszam na kilka :)
OdpowiedzUsuńNo, nareszcie pieczone, wytrawne coś z nadzieniem - za to Cię kochamy :)
OdpowiedzUsuńProziaki już jadłam , rok temu to był u mnie nie słabnący letni hit
OdpowiedzUsuńale takie to jeszcze nie , to pewnie błąd co?
Aga, zapraszam nawet na kilkanaście :)
OdpowiedzUsuńPiniu, jesteś najmilszy na świecie :)
Margot, to błąd NIEWYBACZALNY ;) Na szczęście z kategorii tych, które można szybko naprawić :) Muszę odszukać Twoje proziaki.
http://kuchniaalicji.blogspot.com/2009/07/podkarpackie-proziaki-czyli-pyszne-mini.html
OdpowiedzUsuńa proszę
W tamtym roku zrobiłam je i jeszcze ciut inne ale nie wiem gdzie mam przepis tak z 30 razy lekko :DDDD
Alu, dzięki, bardzo apetycznie wyglądają Twoje proziaki! Ja mam jeszcze przepis na proziaki z twarogiem - twaróg dodaje się do ciasta. Muszę zrobić.
OdpowiedzUsuńEj no Hanka musisz podzielić się ze mną :)
OdpowiedzUsuńProsiaki uwielbiam! Ale same w sobie były dla mnie za suche - z nadzieniem to musi być bajka!
Albo poezja :)
Quino, a dodawałaś sodę do ciasta? Jeśli tak, to ile? Bo wspominasz o niej (i słusznie, bo to podstawa proziaków), a potem w przepisie już nie podajesz..
OdpowiedzUsuńZrobię na pewno, mąż będzie przeszczęśliwy bo to przysmak jego dzieciństwa.
Poldku, nie wiem, jak smakują bez nadzienia, ale te nie były suche :) Robiłaś z Alą w zeszłym roku?
OdpowiedzUsuńMoni, dokładny przepis znajduje się w aktywnym linku nad zdjęciem. Mój opis to raczej dopowiedzenie do tego przepisu. Nie podawałam dokładnych ilości, gdyż robiłam na oko. Na mniej więcej 0,5 kg mąki dałam łyżeczkę sody.
No popatrz, to może ja powinnam obstalować nowe okulary, bo zanim zadałam pytanie, wnikliwie przeczytałam Twój wpis w poszukiwaniu ilości sody, wyszło mi, że nie ma ;)
OdpowiedzUsuńMoni - zgadza się, w swoim opisie nie wspominam o sodzie, nie podaję też dokładnych ilości składników. Wszystkie te informacje zawarte są w aktywnym linku TUŻ nad zdjęciem, na stronie internetowej NOWEJ GOSPODYNI. Wkleję go jeszcze raz tutaj:
OdpowiedzUsuńhttp://www.nowagospodyni.pl/?page=artykul&id=930
Link wstawiłam dodatkowo na początku opisu wykonania, mam nadzieję, że teraz wszystko będzie jasne :)
OdpowiedzUsuńniestety nijak nie przypominają oryginalnych proziaków:(
OdpowiedzUsuń